czwartek, 6 sierpnia 2015

Hummus


Od kiedy przestałam jeść nabiał, nasza dieta stała się jeszcze bardziej różnorodna. W lodówce zamiast jednego mleka pojawiło się kilka rodzajów mleka roślinnego, a zamiast żółtego sera, twarożku itp. zaczęło przybywać słoiczków z różnego rodzaju wegańskimi smarowidłami. Piekarnik odetchnął z ulgą, a ja zamęczam blender. Ola wciela się w rolę recenzenta kulinarnego i mniej lub bardziej cierpliwie próbuje wszelkich nowości. Ale dzisiaj klasyka. Stary, dobry hummus, o którym ostatnio trochę zapomniałam. 
Pierwszy przepis na hummus znalazłam w książce 'Naturalna kuchnia wegetariańska' Carolin Mueller Pawlak, którą kupiłam w 1994 roku, kiedy to mając lat naście oświadczyłam, że od dzisiaj mięsa jeść nie będę. Wtedy cieciorka/ciecierzyca brzmiało dla mnie trochę  egzotycznie, więc pierwszy hummus (zmielony zresztą w maszynce do mięsa) powstał dobrych kilka lat później. 
W przepisie stałe są tylko ilość ciecierzycy i tahini, a resztę zwykle dodaję 'na oko', próbując czy to już TEN smak. Można oczywiście wykorzystać ciecierzycę z puszki, ale zapewniam, że różnica jest wyczuwalna. Ciecierzycę namaczam przez noc i gotuję ok.godziny. Najczęściej gotuję 350g suchej (wychodzi około 800g ugotowanej), pastę przygotowuję z tego przepisu razy dwa, czyli wykorzystuję połowę, a z reszty robię kotlety, albo ciasto, np. to:)


  • 1 szklanka ugotowanej ciecierzycy (ok. 200g), czyli ok. pół szklanki suchej
  • 3 łyżki soku z cytryny
  • 2 łyżki (ok.40-50g) pasty tahini (masło/pasta sezamowa 100%)
  • 1, 2 ząbki czosnku przeciśniętego przez praskę
  • zimna przegotowana/źródlana woda (ok.50ml)
  • sól, pieprz do smaku; można też dodać kilka kropel sosu sojowego

Ciecierzycę, cytrynę, czosnek, tahini wkładamy do blendera, wlewamy część wody i miksujemy. Po trochu dolewamy resztę wody, aż do uzyskania pożądanej konsystencji (mój hummus nigdy nie jest gładki, zawsze delikatnie grudkowaty, ale jest to raczej kwestia sprzętu, a nie przepisu). Na koniec doprawiamy solą, pieprzem, sosem sojowym, miksujemy. Na zdjęciu polany odrobiną oliwy i posypany słodką czerwoną papryką.


Smacznego:)

wtorek, 4 sierpnia 2015

Smarowidło z bakłażana


Bakłażan, w zupełnie innym wydaniu, 'podpadł' mi kiedyś baaardzo. Nie sposób jednak nie skusić się na niego w sezonie, więc dostał ostatnio jeszcze jedną szansę, no i powrócił do łask. Przepis znalazłam u Marty i, z niewielkimi zmianami, wykorzystuję przynajmniej raz w tygodniu. Proste i zaskakująco pyszne smarowidło. Polecam!


  • 1 średni bakłażan
  • 1-1,5 łyżki oleju z orzechów włoskich
  • 1/2 małego ząbka czosnku przeciśniętego przez praskę
  • szczypta kuminu
  • 1 łyżka posiekanej kolendry
  • 1 łyżka posiekanej natki pietruszki
  • szczypta soli i pieprzu

Umytego i osuszonego bakłażana nakłuwamy widelcem i zawijamy w folię aluminiową. Pieczemy w temperaturze ok.220st. ok.40-60min. (w trakcie pieczenia przewracam go kilka razy, gdyż zwykle podpieka się najszybciej od spodu). Kiedy jest już bardzo miękki, przecinamy, odciskamy z nadmiaru soku i pozbawiamy miąższu, który razem z całą resztą wrzucamy do blendera. Miksujemy i gotowe.


No cóż, wygląd to nie wszystko... ;)